znów nowy rok 2010-01-09 16:47:59
jakby tak wraz z data znikało to, co złe, niemiłe i niepotrzebne, na przykład pęknięcie na lustrze w łązience albo wezwanie do zapłaty za kk... jakby tak włosów siwych było mnie, a zmarszczki z każdym rokiem płytsze... jakby waga z każdym rokiem nie wskazywała więcej... jakby przybywało nam rozumu ;) i jakby ubywało trosk...
jakby...
ale dla mnie nowy rok oprócz dni wolnych w pracy na początku i końcu, zmian pór roku, cyferek w dacie i kalendarzy, nie znaczy nic... bo do złudzenia przypomina mi stary... ech...
nie robię postanowień, bo nie modne.
nie podsumowuję, bo nie mam czego...
przeszłam do porządku dziennego.
bo po co się oszukiwać - rok nowy, a wszsytko po staremu...
niestety!
niestety ?
niestety??
na szczęscie ;)
papytki i kepak! kto odgadnie, co znaczą te słowa? 2009-12-02 21:09:39
haha, ostatnio repertuar się powieksza w zastraszającym tempie... zdanie na dziś - "Lola teś ma domm"...
Tak, KArola tez ma dom :D jak Peppa...
a ile jest paluszków?
tsi...
nie, pięć!
nie, tsi!!! Lola ma tsi....
ech...
konia z rzędem temu, kto zganie, co znaczą słówka z tematu notki! :)
nie taki, inny, c.d. 2009-11-19 10:52:41
siedzą i lepią z plasteliny...
misia
łózeczko dla misia
kołderke dla misia
stoliczek
fotelik
kocyk
talerzyk
łyżkę
kubek
wazonik
i lalę dla misia...
nie taki lala, inny... ech... plastusiowe szaleństwo!!
czeski film... 2009-11-18 20:55:12
zamiast narzekac na swoj los dzis bedzie optymistycznie!
otoz moja podopieczna, ktora urzadza straszliwe histerie pt. ja chce do mamy! od wczoraj wyspokojniala!
musze pochwalic ja, ze plakala tylko 4 razy, na wyjscie i przyjscie jej rodzicow.
reszta dnia byla swietna.
wlasnie tego po tej pracy oczekiwalam.
pomagala, podawala, zabawiala, czytala, sprzatala, przytulala, karmila, no full serwis, prosze ja panstwa!
pomagala mi przy mlodszych dzieciakach.
smiala sie z nami, brala udzial w zabawie, no, zachowanie normalnej trzyletniej dziewczynki!!!
ogromny postep!
oby był to przelom, bo jesli chwilowy przeblysk, to kurwa, ja wysiadam!
pa!
i jeszcze! 2009-11-15 17:40:20
wczoraj wybrałam temat pracy lic...
telepraca...
mam jeden tydzień, czyli siedem dni (od wczoraj, czyli dziś już sześć) na wybranie i dostarczenie mojemu jakże przystojnemu promotorowi wstępnegoszkicu...
i nie wiem, od jakiej strony mam zacząć szkicować.
na razie muszę naszkicować kotka w domku i auto ;)
granica! 2009-11-15 16:12:52
przecież dłużej się tak nie da!
do płakania i budzenia się w nocy doszła jeszcze permanentna złość na wszystko i wszystkich, rzucanie przedmiotami i się na ziemię!
aaa!!!
ja nie byłam nigdy ucieleśnieniem cierpliwości.
ale teraz jestem o krok od popełnienia ucieczki od własnego Dziecka!
jak mówią: Małe dziecko ciszej płacze!
i kto powiedział, ze będzie łatwo? 2009-11-14 13:41:16
i kto powiedział, że będzie łatwo?
dziś własnie odpoczywam po nieprzespanej nocce..
piątej, czy ósmej z kolei...
a może już osiemnastej....
KURWA!!!
ja nie wiem, o co chodzi...
ale po kolei...
A! wiem, to trwa dwa tygodnie... odkąd zmieniłyśmy pracę.
więc moje Dzieciąteczko nie sypia.
to znaczy sypia, ale najchętniej w dzień, nad ranem i koniecznie w naszym łóżku...
zasypia, owszem, u siebie.
śpi godzinę, może dwie, czasem cztery i ...
... i woła:
MAMA, NIE SPAĆ!
po czym przychodzi do naszego łóżka, daje mi buziaka i kładzie się na środku!
echhh...
z uporem maniaka odnosimy Ją do Jej łóżka...
ale wraca jak bumerang!
a nad ranem przychodzi uciszając sama siebie:
Mama, ciiii, spać Karola...
i się kładzie, jakby nigdy nic i zasypia...
chyba psycholog dziecięcy mógłby cos nam o tym opowiedzieć...
ja chodzę z oczami na zapałki....
hahaha, orgazm? z co to takiego? 2009-11-09 22:57:38
parafrazując Małżowinka mojej Blabli :)
pamiętasz, kiedyś zapytał:
a seks, co to takiego?
Szanowny Blabli_Małżowinku, z całym szacunkiem, bluźnisz chyba!!
szczególnie, jeśli jesteś jednocześnie sprawcą i adresatem tego blasku w oku...
ale ja nie o tym chciałam!
więęęęęęęęęęęęęęc...
obejrzałam kilka wystaw... zamyśliłam się nad ludźmi, którzy tworzyli te arcydzieła...
bo nawet parkiet w zamku królewskim to arcydzieło!!
każda deszczułka!!
piękno w każdym calu!
a te świeczniki!!
boskie!
wróóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóć!!
i tak zamyślałam się nad każdym z tych obrazów, płaskorzeźb, gobelinów...
i doszłam do wniosku, że jestem nikim.
N_I_K_I_M !!!!!!!!!!!!
bo tu, moi Drodzy nie chodzi o to, że tkać, ani rzeźbić, ani lepić ani też malować nie umiem.
bo umeim malować kotki w milionie odsłon i lepić mebelki z plasteliny dla misia z plasteliny...
ale mimo, że jestem mega dumna z moich kotków, misiów i innych ludków, to wiem, że nikt za sto, trzysta czy pięćset nie stanie bez tchu i nie będzie przy moich "dziełach" myślał nad przemijaniem...
poza wszystkimi czarnymi myślami olśniło mnie!
teraz już wiem, ze piękno tkwi w szczególe...
ach...
a wieczorem były rozrywki dla ciała :)
kręgle i bilard, razem z Córką:)
mimo, że była zmęczona, to podobało jej się, kibicowała mi i klaskała, śmiała się w głos i tańczyła na stole, jak wbiłam bilę ;) słodkie!
później wygrałam z Chłopakami w 1000!!!
uczciwie!
a w tajemnicy napisze wam, że Małżowinek mój grywa często, przez co gra bardzo dobrze...
ma swoje taktyki, w lot oceni, jakie karty ma przeciwnik, liczy karty, które sa już na stole...
a ja?
jak zawsze:
gram na wariata...
ale teraz wygrałam z technikiem...
jestem z siebie dumna :)
jak dziecko.
a wiecie, ze ja prawie rodziłam grając w tysiąca?
haha!
meldowałam stówkę i odnotowywałam godzinę skurczu!!
i żarłam sałatkę z brokułów!
pyyyyyyyycha, polecam!
pamiętacie?
BOSH, to prawie dwa lata...
pełna kultura! 2009-11-08 18:03:59
zaliczone:
Wystawa czasowa w muzeum geologicznym
Zamek Królewski
spacer Starym Miastem
Wystawy plenerowe...
czuję się taka kulturalna...
kto ma do tego cierpliowść? 2009-11-07 09:37:06
no, pytam, kto?
może są osoby, którym się płąci za takie usługi??
to ja na procent, bardzo chętnie.
tylko niech ktoś sfotografuje te górę ubranek dziecięcych!
opisze je!
wstawi w piękny szablon!
ustali cenę!
i odpowiada na durne pytania!
no bo ja już nie mam siły! piszesz jak krowie na rowie:
żółte śpioszki w zielone słoniki...
a taka Ci pisze: a jaki kolorek?
sprawdzasz aukcję i odpisujesz jej: zółty
a w jakie słonie??
kur** amarantowe!
Mamo! 2009-11-06 20:23:08
--mamooo!! rozlega się z pokoju...
--co, Córciu, jedz serek, mama zmywa...
słyszę tuptusia...
już jest za mną.., ciągnie za spodnie... domaga się spojrzenia i zrównania wzroku...
-- mamoooooooo, nie tom....
-- co nie tą??
-- no, yśka, nie tom! mamoooo...
-- a jaką??
-- innom!! yśkę innom! mamoooo
-- taką? zieloną?
-- tak, onom.
28 sekund później...
-- mamo, nie onom. innom....
-- jaką?
-- yśke innom!!!! daj!!!
-- żóltą?
-- tak...
11,3 sekundy później...
-- mamo, oo, mniam bam!
-- co bam, serek?
-- nie, baaajiii, bam, serek, choć!
-- w bajce? serek? upadł?
-- nie, innom yśkę...
UWIELBIAM!!! po całym dniu z takim niespełna-dwulatkiem człowiek wie, ze żyje!
* yśka - łyżka
* oną - zieloną
* baaajiii -bajka, w bajce, bajkę
lepsze śmiertelnym dobrego wrogiem! 2009-11-06 15:51:03
no i miałam mieć lepiej, tak?
sama chciałam.
a pytałam!
Ciebie, Ciebie i Ciebie!!!!
to mi teraz nie mów, że był mój wybór, bo nie był!
zasięgałam Twojej opinii?
Ty mi tu z Rodziną i Odpowiedzialnością nie wyskakuj!!!!!!!
zrobiłam to dla nas...
czułam się nie pewnie....
zmieniłam, jak radziłeś...
a teraz co?
zostawiasz mnie samą z odpowiezialnością, konsekwencją i żalem?
Nie zgadzam się!
Nie po to przegadałam z Tobą o tym dwie całe noce, aż do szarego poranka, abys teraz wyrzucał mi, że TO JA CHCIAŁAM ZMIAN....
o, nie, Mój Drogi.
zmiany były podyktowane szeroko pojętym poczuciem bezpieczeństwa naszej Rodziny...
i teraz strzelił wszystko chuj! za przeproszeniem...
i jest źle...
znowu źle...
szaro, buro i wrzeszcząco...
nieposłusznie...
depresyjnie...
chujowo, jak psia laska...
i proszę, pamiętaj, że decyzja była wspólna.
Bo na moich barkach nie udźwignę.
K, jak Kotek :) 2009-11-03 21:46:46
kilka dni temu, nie pamiętam juz dokładnie, moje Dziecko nauczyło się mówić głoskę "K"! ćwiczyło zawzięcie rozmawiając z lala i miesiem słowa "takkkkk", "kkkotekkkk", "smokkkkkkk"... boję się, jakie słowa będa na tapecie, jak nauczy się mówić "R"... "robak", "rower" "kur**a" .... ????
skomentuj (0)w mojej głowie myśli biegają 2009-10-29 13:00:36
jak nieprzymierzając chomiki na wirtualnym kołowrotku.
nie raz nie umiem ich złapać, są takie szybkie i ulotne.
często, wracając do domu po pracy, stojąc pod ciepłym prysznicem, w kolejce na poczcie albo obierając ziemniaki zna zupę, układam w głowie treść notki.
wychodzi mi to całkiem nieźle. jestem przeważnie zadowoloa ze swoich myśli i okrągłych zdań.
tworzę obrazy, pełne barw, przesycone światłem i cieniem, wręcz namacalnie piękne i czyste.
takie trochę renesansowe.
ale kiedy siadam przed szumiącą cicho maszyną, widzę klawisze, loguję się i otwieram okno"nowa notka", zapominam.
słowa rozproszone są jakby ktoś wrzucił w nie kamień, rozbryyzgują się i spływają takie śliskie, nieuporządkowane, płytkie i mdłe.
a mają przecież opisać mocne, czyste i przejmujące na wsroś uczucia.
i jak takimi słowami takie uczucia, pytam?
się nie da.
dlatego piszę, jak umiem, jak nadaną chwilę gra mi w duszy. i mam głęboko gdzieś, że infantlnie, że częstokroć płytko i niepoprawnie stylistycznie.
bo piszę dla siebie a Ty, jeśli nie chcesz, nie czytaj.
nie zmuszam.
mało - nie zapraszam, nie napraszam się, nie zabiegam o uwagę.
jeśli chesz ze mną dzielić moje myśli, dziękuję.
doceniam.
możesz nawet napisać, co Ty czujesz w tej sytuacji.
zapaszam.
i pozdrawiam Cię!
uwaga, uwaga... potrzebuję wtyczki... 2009-10-29 12:27:46
jak w temacie.
szukam wtyki do branży transportowej na terenie Wawy dla kierowcy z kategorią B, D, E.
każdy cynk, kontakt i namiar mile widziany.
na wczoraj. :)
z góry i zewsząd indziej, dzięki !! :D
nosz kur***a!!!! 2009-10-28 12:18:08
znów przegięli dziś pałę!
oskarżyli mnie o coś, czego na pewno nie zrobiłam i kazali sprzątać, bo niby sf zostawiamy!
a żeby ich!
na sto procent rzecz, o której zniszczenie mnie podejrzewają, nie była przeze mnie używana!
i latam za tymi dwiema laskam ze ściereczką i szczotą non stop i sprzątam!
sobie mam sobie absolutnie nic do zarzucenia, uwa,żam, ze jestem dobą nianią, może nawetza bardzo!, kocham H. jak niemal swoje dziecko i sama chciałabym, aby moja Córcia miała aką, nianię, jaką jestem ja!
a fałszywe oszczerstwa, jakieś przytyki i ciągłe uwagi dotyczące mojej osoby i niby mojego niedbalstwa bolą!
cholernie bolą...
mam dość..
serdecznie...
i już nie będę płąkać za ich sprawą.
może się nauczą...
choć takie osoby się nie uczą na takich akcjach...
szkoda tylko, że oni pewnie całą sytuację przedstawią zgoła inaczej i to ja będę tą najgorszą!
szkoda...
dylematy... jak zawsze pracowe... 2009-10-25 20:41:16
no i masz Babo placek.
teraz mam nie lada dylemat!
czy przypadkiem nie zostać w obecnej pracy...
musze napisać zaraz "ZA" o "PRZECIW"... policzę, zobaczę, może taka zimna kalkulacja, bez uczuć pomoże mi dokonać wyboru. Właściwego...
niedawno w Elle, czy innym Stylu był własnie artykuł o dużej ilości możliwości, długim zastanawianiu się i niestety, negatywnym wpływie w/w na odczucia po dokonaniu tegoż wyboru.
bo niby jak się ma dwie możliwości i pięć sekund do namysłu, to później nie ma "kaca". nie roztrząsa się, czy odrzucona opcja nie była by lepsza. nie dywaguje się, jak by było, gdyby... ech...
a ja jak zawsze musze pod prąd.
w obecniej pracy, jak juz pisałam kilka razy, wiele jest na NIE.
-że nie zalacili, jak sie umawiali wymawiając brakiem kasy, a potem kupowali sobie buciory za bajońskie (dla mnie!!) pieniądze
- że nie są słowni, co od czasu pracy- potrafię mieć info pięc po
piątej, stająca w dokach startowych, że oni jednak na siódmą będą
- na dzień dobry słyszę: nie mam nic do jedzenia, lodówka pusta,
wykombinuj cos na obiad dla dziewczyn (a mam zakaz wychodzenia z H. bo
ma "permanentny katar" )
- że nalegała na zajęcia, dla mnei dośc drogie;/, na które później nie
mogłam chodzić z moim zdrowym dzieckiem, bo H. ma "permanentny katar"
- że w mieszkaniu maja muzeum, nie można używać farb, mazaków,
plasteliny, nie można jeść, nie można nic, bo mają mieszkanie w surowym
co prawda wystroju, kolory ziemi i takie tam, ale wyczyszczone na
wysoki połysk...
- że nie mogę gotować nic po swojemu, bo mimo włączonego na maksa okapu i otwartego okna im "śmierdzi"! <szok>
- że w sumie to całe nasze jedzenie jest złe, bo nie kupowane w
sklepach eko, bio i takich tam. ale mnie po prostu na to nie stać.
kupuję sprawdzone mięso, owoce, warzywa, pieczywo itd.
to tak z grubsza...
w nowej pracy za to będzie dwójka, w różnym wieku, starsza nie śpi w dzień, młodszy nie mówi, nie je sam... nie chcą dowozic ich do nas... mieszkają na 2-gim piętrze bez windy... do najbliższego parku są ze dwa kilometry i ze dwanaście skrzyżowań. Dziewczyneczce nie chce się chodzić samej - przyzwyczajona do wózka... no i Kajko kocha H. co ranek pyta, czy idziemy do H., czy H. też idzie spać, mówi, że da misia H., że H. lubi makaronik, że H. ma takie, jak Ona klocki, że H. to, że H. tamto i śmamto...
i szczerze napiszę, że się waham...
waham się jak pierun!
i nie wiem, czy lepsze,nie będzie jak zawsze i tu wrogiem dobrego!
poooomooocy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Tagi: dzieci, niania, dylematy
skomentuj (0)środowisko filmowe się o mnie bije!! 2009-10-23 10:29:15
otóż postanowiłam z powodów stu, a może i więcej, niestety, leżących po stronie rodziców dziecka, zmienic pracę.
powody przyziemne, małe i dla wielu błahe, ale jeśli codzienność sie składa z małych "ale", "nie", "jednak inaczej", "może nie tak", z kolejnych naciąganych powodów do późniejszego przyjścia, z kolejnych grubymi nićmi szytych wykrętów od ugotowania zwykłej zupy, z kolejnych wymówek, ze naczynia w zmywarce, albo, ze za dużo cukru używam... nie wspomnę już o ciągły strach o zdrowie dziecka, że jak kichnie, prychnie, zakaszle, to ja już panika, ze za chwilę znowu zostane pozbawina połowy dochodów...
otóż się przelało.
każdemu może się przelać.
każdy ma swój ograniczony limit.
każdy ma licznik kompromisów, na które już czasem nie można pójść....
z racji powyższych przesłanek postanowiłam rozpuścić wici, że szukam, że chce zmian, że potrzebuję inności.
Wici poszły do tzw. "środowiska" Poli.
Ona naraiła mi niegdyś pewną Z. z dwójeczką pięknych, acz niekoniecznie proporcjonalnie grzecznych Dzieciątek. Na potrzeby notki nazwę je Zośkami...
otóż Zośki są dwoje, młodszy od Karolaka i starsza od niej.
mieszkaja w centrum.
mają luźne podejście, odpowiedzialny stosunek i zbliżone metody.
Podejście do kar/ nagród/ posiłków/ pór/ schematów/ zabaw/ porządku i drzemek.
Stosunek do ludzi/ dizeci/ danego słowa/ kasy/ zdrowia/ mnie.
Metody szczególnie wychowawcze.
oby!! obym znów nie płakała po nocy i nie miała torsji, jak mam tam pójść.
bo tu tak mam.. ale już na szczęście nie długo...
ale wrócę do tematu przewodniego notki!!!!!
otóż Pola, mama nazwanego na potrzeby notki Poleczka, też się na mnie racyzła zdecydować.
i tu o niebo lepiej - mniejsza kasa, ale dowożą młodszego do mnie, młodszy grzeczniusi, poukładany, mądry i komunikatywny. o niebo lepiej!
ale słowo Z. rzekło się wcześniej.
a Pola i Z. zaprzyjaźnione od lat.
iteraz zgrzyt.
wole Poli Poleczkę, ale Z. i jej Zośki "pierwsze mnie zaklepały"...
i co teraz?
pozostaje mi miec tylko nadzieję, ze coś się zmieni.
że Z. wypadnie zlecenie, jak to w szału biznesie bywa.
że Zosiowe coś i że jakoś ianczej...
ale nawet jeśli nic taiego się nie stanie, jesli będę z Zosiowymi do samego września 2010, albo i dłużej, to jestem zadowolona! jestem zadowolona z decyzji, z tego, że się odważyłam i z tego, że już ie będe musiała mieć torsji porannych... oby!
szanownych czytlników uprasza się o trzymanie kciuków.
jak mawia moje Dziecię : ciuciów.
o!
do usłyszenia! pozdrawiam z mokotowa, na które ktoś wylał wczoraj mleko i nie było widac nawet loku na przeciwko... a co dopiero reszty!
Sąsiedzi... 2009-10-21 19:03:06
własnie sąsiadka z naprzeciwka wywaliła rzeczy swojego męża za drzwi... leżą sobie pod naszymi drzwiami ku przestrodze...
nie dalej jak dziesięć dni temu rzeczy mojego Małżowinka też leżały za drzwiami... całą noc... a on spał na kanapie. poszło o drobiazg, przerodziło się w burzę z wrzaskiem, przepychankami i groźbami rozwodu...
na szczęście, jak zawsze przeszło, rozeszło się po kościach, ze spuszczonymi glowami przeprosiliśmy się obydwoje... na szczęście i nieszczęście umiemy jeszcze sobie wybaczać. Szczęście, bo kochamy się i nie wyobrażamy sobie życia bez siebie... nieszczęście, bo za każdym razem przekraczamy kolejna granicę. Boję się, że następna już będzie ostatnią. I tak za każdym razem.
Szanujemy się i kochamy. Ale jak przychodzi do kłótni, to mówimy i robimy sobie najgorsze rzeczy. Wtedy własnie piękna miłośc przeradza się w zatrważającą NIENAWIŚĆ... wprost proporcjonalnie żarliwą, silną, pochłaniająca bez reszty... jak długo jeszcze uda nam się bardziej kochać niż nienawidzić?
mam nadzieję, że zawsze jednak będzie przewaga uczuć pozytywnych...
sąsiad idzie z bukietem róż...PIĘKNE!! zdradził? powiedział, ze mogłaby w końcu schudnąc po ciąży? nie umył naczyń? czy zupa była za słona?? trzymam za nich kciuki! za nas po tysiąckroć mocniej!
no i dupsko zbite ;/ 2009-10-05 21:38:40
w sumie miałam nie narzekac, tak?
ale wszystko znowu mi sie wali...
Dziecko chore- najpierw grypa żołądkowa, teraz zapalenie krtani...
w związku ze związkiem nie poszłam do pracy... ale to decyzja moja nie była, bowiem Dziecko Pracowe, czyli Nuta, miała anginę. ropną. Spowodowało to decyzję o izolacji lasek... żeby niby się nie zaraziły od siebie nawzajem, nie podzieliły zarazkami i nie pomnożyły objawów... ok... ale, z mojej sekretnej i nie, matczynej i ludzkiej czysto wiedzy wynika, ze zanim choroba się objawi, jest okres inkubacji zarazków w organizmie nosiciela i okres zarażania!! więc nim Nuta radośnie zakaszlała, zagorączkowała i się rozłożyła na łopatki, zarazy wymienione już były...
ale już pozbawinie mnie połowy pensji z racji tego myslenia byo chwytem poniżej pasa...;/ :(:(:((
chorowitek... :(:(:( 2009-09-21 21:02:32

no i mi się Dzieciąteczko rozchorowało :(
mówią, że pogoda, że krążą wirusy żołądkowo-jelitowe, że poszła do dzieci (2x w tyg klubik...)...
wiem, że nas nie ominie, a i tak długo się "uchowała"...
w
sobotę w nocy zaczęła wymiotować. wszystko - płyny i pokarmy stałe po
kilku minutach lądowały z powrtotem poza Jej brzuszkiem..:( do tego
stopnia, że wymioty Ja budziły i bała się zasnąć! Moja Mała Bidulka!!
:(:(:(:( strasznie mi smutno.... w niedzielę, jakby lepiej... poszłyśmy
do lekarza, Kajko obstawiona lekami... jeszcze wczoraj brała je
chętnie, oprócz megasłonych i niesmacznych elektrolitów. Dziś nie
przyjmuje poza wodą nic... nie otwiera Pysia... płatki? Ciasteczka?
mlecko sojowe? chrupaki? wafelki? paluszki - no, może trzy.... ciacha
maślane - kilka maleńkich (łącznie wg info na opakowaniu jakieś 35
kcal!!)... na wszystko kręci główeczką i nówi "nie ciem"... i niby
wiem, że sie sama ni zegłodzi, że ma jakiś instynkt, ale boję się o
Nią... jeśli jutro też nie będzie chciała jeść, powtórna wizyta u
lekarza... trzymam kciuki, żeby nie...
skomentuj (0)
;) 2009-09-15 13:34:52
żby nie bylo, że ja zawsze pod górę, ze zawsze źle i niedobrze, to napiszę Wamw tajemnicy, ze dziś spotkało mnie coś dobrego - moje Dziecko po raz pierwszy od kąd umie mówić (nie wszystko oczywiście!!), przyznało, że mnie kocha :) tzn. odpowiedziała twierdząco na pytanie!! Hura!! :) dotychczas zaprzeczała skwapliwie i kręciła głową, jakbym co najmniej pytała Ją czy wie, jakie jest lekarstwo na raka...
na szczęście od zawsze (czyli jakiegoś pół roku) na pytanie: czyja jest Karolika? odpowiada: Mama (teraz poprawnie gramatycznie: Mamy)
zgrgż 2009-09-14 20:53:25
od kilku tyg pobolewa mnie głowa.
najpierw z lekka ćmi... jakby od niechcenia.
z czasem, niestety już coraz krótszym, przeradza się w ból nie do opisania.
nic pomagają prochy.
nie pomaga kawa/ herbata/ świeże pwoietrze, ból wybudza mnie ze snu.
przed oczami mam plamy, chce mi się wymiotować.
mam jakby wybuchy pod czaszką, które prowadzą do rozlania się czegoś ciepłego.
teraz wybuchło w potylicy.
jakby ktoś wywiercał mi w czaszce mały otworek, a przez niego tłoczył gorącą maź - lepką, myślę, że czerwoną... jak mała erupcja miniwulkanu.
każda zanbiera mi cząstkę mnie. zapominam słowa, myśli uciekają przez temaleńkie otworki, dobre emocje nie umieją przebić się spod złości i pretensji, rozchmurzyć zaciemnionego bólem horyzontu.
pozostaje strach i złość, kiedy ból nadchodzi.
boję się iść do lekarza.
Karolik ma 20 msc - a jak to jakaś śmiertelna choroba przenoszona niekoniecznie drogą płciową? boję się jej... jestem zbyt ciekawa swojego życia i za bardzo kocham śmietankowe lody, aby umierać!
dziś przecyztałam książkę -"zanim umrę" Jenny Downham.
czasem mam wrażneie, że czuję się jak ta siedemnastolatka powoli umierająca na białaczkę.
z tym, że ja umieram na życie.
to chyba najbardziej brutalna i nieuleczona choroba.
to początki depresji?
dlaczego zawsze musi byc jakiś tytuł?? 2009-09-10 10:23:48
znowu mam dzień wolny.
spędzam go z kawą pod kołdrą podczytując nowoodkryte blogi.
K z Małżykiem na spacerze.
wyjeżdżam na weekend. pierwszy raz spędzę noc bez K - sama! położę się spać, kiedy będę chciała, wstanę o której będę miała fantazję i zrobię to, na co będę miała ochotę. a nie to, czego ode mnie oczekuje się jako matki, żony, kuchty domowej...
ciesze się berdzo! ale jednak boję się, jak dadzą sobie radę...
momo, że wyjeżdżam tylko 3 przystanki 141 w stronę galmoku ;)
dogodzić kobiecie 2009-09-07 21:07:06
żebynie było, ze się żalę od razu, jak tu zaglądam...
to się dla odmiany pożalę!
a co!
otóż... jak juz wspomniałam, cały ubiegły tydzień spędziłam w pracy od 9:00 do 19:00... plus godzina dojazdu.
dziś miałam wyjść o 17:00stej.
miałam...
17:00 - brak kontaktu
17:15 - kręcę się koło domu H, a nóż zaraz przyjda po Nią...
17:30 - dzwonię. P zdziwiony, że K mnie nie poinformowała, że będzie o 18:00stej...
a miałam dziś iść do biblioteki... wrrrrrrrrrrr.................
za to jutro mam wolne, co mi pasuje jak pięćś do nosa, a we środę chcą, żebyśmy były u nas, kiedy w ich okolicy mamy zajęcia....
nie umiem być na tyle asertywna, zeby powiedzieć, co o tym sądzę. nie umiem się nie popłakać albo nie kląć.... nie umiem załatwić tego spokojnie, więc będę "cierpieć"...
na szczęście ostatnio zacieśniłam znjomość z fajną Mamuśką z sąsiedztwa, ma o 1 msc od Kajko młodsze Dzieciątka.... fajne laseczki :) to z pozytywów :)
no i znowu muszę mieć jakieś 35 000 na zaraz. natychmiast... na wczoraj... :( na kredyty ;/;/;/
nie umiem... 2009-09-06 12:16:19
nie umiem pisać regularnie.
nie chce mi się, zapominam, zaniedbuję bloga. a nie chcę!
raz na jakiś czas mam potrzebę pisania.
tak, jak dziś!
wiele się zmieniło. mam nową pracę. to znaczy praca jest taka sama - opieka and Dzieckiem, ale innym ;)
jestem co dzień wykończona i nieprzytomna. nie chce mi się nic! lampka wina, piwo, film i ciepła kąpiel....
nie ogarniam się z domem, ze znajmymi, z niczym :(
nie mam czasu na gazetę, książkę, sieciowe ploteczki i życiowe dylematy... :(
mam wiele planów, zapisane pół terminarza rzeczani "do zrobienia".
mam milion ciuchów, które musze sprzedać.
mam setki książżek na liście: koniecznie orzeczytaj
mam kilkadziesiąt filmów, bez obejrzenia których nie wyobrażam sobie siebie
no i mam na dzień dzisiejszy jeden egzamin do zaliczenia, ale ja twierdzę, ze to pomyłka, dziekanat zaś, że mam w papierach adnotację o mojej nieobecności an owym egzaminie.
wrr!!!
czas wracać!! 2009-03-27 21:43:11
zacznę od... pracy :)
otóż moi szanowni, kochani, cudowni, ale jednak, pracodawcy postanowili, że w miesiącu kwietniu znów będę miała aż 2 tyg wolnego.
co prawda umawiałam się z nimi na "płaską stawkę", ale mowa była o jednej trzeciej godzin w msc więcej. mam wyrzuty sumienia, bo są to ludzie w takiej samej, jak my sytuacji rodzinnej, finansowej i ogólnie sa mi bliscy. w wypadku, kiedy byli by to managerowie jakiejś korporacji olałabym!! ale w tej sytuacji jakoś mi tak nie po drodze słyszeć, ze pierwszy i trzeci tydzień kwietnia mam wolne, ale zpłacą mi jak za cały msc... samarytanką nie jestem, każda złotówa się liczy, ale ... trudno opisac mi to uczucie...
dziś też, niby w żartach usłyszałam, ze jestem "nadgorliwa"... a chodziło jak zawsze o zmywanie. S zostawił pełen zlew, M dziś mnie zmieniała i śmieła się , ze nie powinnam, ze jest jej głupie, że nie da mi referencji i takie tam... żarty, zartami, jednak niesmak pozostal. ale co mam robić, keidy doskonale wiem, jak irytujące sa niepozmywane talerze, nie posprzątane zabaki i ogólny (oględnie mówiąc) rozpierdolnik, kiedy wraca się po całym dniu z pracy i nie ma na nic ochoty, a już na pewno nie na sprzątanie??mkiedy zatem mam wolną chwilę, a Dziewczynki same sie sobą zajmują, ogarniam co nieco... ech.... :) jak kupią nowego kompa, to już może nie wystarczyć mi czasu, zatem niech korzystaja póki mogą :)
czas wracać!! 2009-03-27 21:28:26
straszliwie dawno mnie tu nie było. znów się zaglogowałam. odzcuwam potrzebę pisania. Pisklę ma już 14 msc... najwyższy czas na odkurzenie szarych komórek, odrestaurowanie dziur powstałych w mózgownicy od cięgłego letargu, wyciągnięcia na światło dzienne mnie...
owszem, będe pisała o Pisklęciu, o tym, jak nam minął dzionek, o tym, co się z nami dzieje. ale tu głównie jestem JA. mam nadzieję, ze uda mi się powili odrodzić jak przysłowiowy feniks i powrócić do świata.
:)
iłej lektury - żywię głębokie przekonanie, że tym razem znów regularnej, nie przerywanej niczym poza łykiem bułgarskiego wina i kęsem sera z delikatną kołderką z pleśni :)
kichające metro 2008-08-30 12:44:45
kichające metro….
jak wiadomo, lubię czytać, podczytywać, zaczytywać się, odczytywać i wsio co związane jest z książkami/gazetami/blogami/forami….
jakże zatem wielka była moja radość, jak na bibliotecznej półce, wśród literatury polskiej odnalazłam połączenie moich dwóch pożeraczy czasu – „Jędrne kaktusy” Wawrzyńca Pruskiego w wersji papierowej. Teraz w metrze/autobusie/sklepowej kolejce/wannie/ balkonie czy na ławeczce parku, czyli wszędzie i zawsze tam, gdzie i kiedy szanowna Córa pozwoli, zaczytuję się w przygodach WP, MŻonki i Potomstwa.
podobnie jak w ostatni czwartek, wracając ze spaceru starówką, kiedy Młódź odpłynęła na randevouz z Morfeuszem, ja wyciągnęłam knigę i również odpłynęłam, ale na randkę z WP…
jak powszechnie wiadomo, autor książki ma lekkie, humorystyczne i bardzo zaskakujące pióro. Jak również nie da się ukryć, rozwesela, rozśmiesza, doprowadza do łez i spazmów śmiechowych oraz rzucawki spowodowanej brakiem tlenu, który ze śmiechu się nie może dostać do mózgownicy ;)
w metrze uśmiechałam się, później chichrałam, później płakałam w rękaw, aż odkryłam, że ze mnie i do mnie śmieje się pół metra… wtedy rykąwszy śmiechem, pokazałam czeladzi, kto zacz przyczyną moich chichotów…
połowa wagony pokiwała ze zrozumieniem, że znają…
druga połowa zapewne po wyjściu spod ziemi pogalopowała zakupić…
literatura też potrafi łączyć ludzi :D:D:D
dla laików, niewtajemniczonych, ciekawych:
http://wawrzyniecprusky.blog.onet.pl/
skomentuj (0)rehabilitacja, reaktywacja, rekonwalescencja ;) 2008-08-30 12:37:22
bardzo dawno mnie nie było …
może dlatego, ze się zgubiłam, i pisałam o nas nie tam, gdzie trzeba….
znacie grono?
otóż od dośc dłuuugiego czasu (czyt 17 msc) pisałam na gronie o nas, naszych nowościach, wyczynach Kjujewny Kajojajny, radościach, smutkach a nawet seksach…
było nas razem około 30 naiwnych, młodych matek, wierzących poniekąd w przyjaźń w sieci… owszem, kilka realnych, bardzo udanych znajomości zadzierzgnęło się właśnie tam… ciekawa jestem, czy przetrwają próbę czasu, czy to, ze pewna idiotka nacisnęła „kasuj grono tematycznie” nie zniszczy wszystkiego…
najbardziej mi żal wspomnień… bo to, co pisałam tu, jest, i będzie zawsze, albo do mojego widzimisię… a tam jedna paranormalna pindzia obraziła się za kilka słów prawdy, zwinęła swoją suknię ślubną i poszła w pisdu z opisem naszego życia. okradła nas, bezceremonialnie i bez skrupułów, bez przepraszam/ pocałujcie mnie w białą pachę/ niechcący… esh… już nie płaczę… ale wspomnienie porodu, pierwszych chwil z dzieckiem w domu, pierwszych uśmiechów, gaworzeń etc pozostało tam, wciągnięte na wieczność w czeluści niekopiujących danych serwerów grona. a szkoda….
dlatego teraz, po bolesnym i gwałtownym oświeceniu, pokazaniu mi, co ważne, a co ważniejsze, wracam tu… bo to moje miejsce, moi ludzie, moje wspomnienia… i co najważniejsze – ja tu rządzę i tylko ja mogę skasować tego bloga. nikt inny (no, może poza redakcją WWW.blog.pl, ale oni chyba nie bawią się w takie rzeczy ;) )
kto chce czytać, komentować, pisać, będzie mi miło.
ja wracam, zostaje i próbuję zacząć od nowa.
bo to moje miejsce.
skomentuj (0)
Zdjęcia pobrane z Foto_Decadent
Wszelkie prawa zastrzeżone! Wspierane przez Blog & instrukcje na bloga
Menu
Strona głównaLinki
PoznajęHuśtawka czarownicy
O cudach
Jej Córka
Zwiedzam nalogowo:
Pinch Blog.pl
Pchełka z bagażem ;)
Mash - kocham!
Pierwsza Żona Pierwsza Żona
SO-SO So-So
(Nie)ZwykłaKowalska
Blog roku 2006
Radziecki termos :)
Wawrzyniec P
Sypialniane Dialogi
Czasami czytuję
Artur Andrus
liczydło
Małgorzata
Walpurg
Bezpruderyjna
Jesienna
Magda to Ona
Wysokie Szpilki
Sekrety Victorii
Opowiadanie
Tylko dla Dorosłych :)
ciekawe miejsca
Literotica
Sflustrowany??
Czeskie cudeńka
Lukrecja :)
CZĘSTO ZAGLĄDAM...
Archiwum
2010styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
marzec
2008
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
