boję się siebie, tego co może mi strzelić do głowy, kiedy On będzie gdzieś daleko.... boję się, że przyzwyczajona do oddechu bliskiej osoby w nocy będę szukać tego, co On zabierze ze sobę za Ocean, będę szukać bliskości, ramienia, na którym będe mogła się wesprzeć w trudnych chwilach, będę szukać pocieszenia i kogoś, kto otrze łzy po rozstaniu... to wszystko dla mnie jest zbyt trudne, zbyt skomplikowane.... dlaczego mnie, 20 letniej osobie u progu życia funduje ono takie rozterki i troski, dlaczego nie oszczędi Nas, przecież tak krótko możemy się sobą cieszyć, a teraz zabierze Go na długie miesiące, tygodnie, dni, godziny, minuty, sekundy...;( to tak bardzo boli...
piszę o tym ,bo to teraz najbardziej zaprząta moje mysli, najmocniej wstrząsa moimi emocjami i boli...