zaczynam dość późno pisanie "pamietnika"....
mam 20 latek i jestem w trudnym momencie życia- mój Narzeczony ma za kilkanaście tygodni wyjechać za Ocean i strasznie mi trudno.... ja niestety niea otrzymałam od Konsula pozwolenia na takowy wyjazd i przez to jestem "uziemniona" na kolejne 6-7 miesięcy:(
więc mam 20 lat/rocznikiem 21/, pracuję w pewnym sklepie w warszawie i niekoniecznie lubię tą pracę... od ponad 19 miesięcy jestem z jednym (!!) Facetem, i od czerwca 2005 jesteśmy zaręczeni...
w grudniu starałam sie o wizę do USA, ale niestety, nic z tego "nie tym razem" jak powiedziało konsulisko....
jestem wariatką niesamowitą i zawsze mam szalone pomysły.... kocham góry i morze ale najlepiej mi sie odpoczywa na mazurach....
nienawidze deszczu sniegu i innych opadów, za to kocham mgłę....
do pisania zainspirowała mnie Przyjaciółka: Littlebear...
Jej blog to coś, co miło wpływa na moją codzienność, dlatego pomyślałam, że i ja spróbóję siebie w ten sposób wyrazić....
będę pisać o sobie, o Nim, o Nich/Przyjaciele, Rodzina, Najbliżsi
będę pisać o tym, o czym będę miała ochotę pisać.....
kto chce, niech czyta, zapraszam, ale nie po to piszę....
chcę wyrazić siebie.... 3majcie kciuki:*
Opowieść z second-hand’u. Pewien osobnik (nazwijmy go Maciek) udał się na egzamin prawa jazdy w Walentynki. Zakupił kartkę z życzeniami dla swojej lubej przed "zdawką". Zapakował ją w kopertę i schował do kurtki. Gdy już zasiadł do samochodu egzaminacyjnego, wyjął podarek, gdyż mógłby się pomiąć i położył go w schowku na desce rozdzielczej. Po około 5 minutach jazdy lekko zdenerwowany Maciek spostrzegł, że nie włączył świateł, ale z miną pokerzysty twardo kontynuował. Panowie szczęśliwie dotarli do celu, Maciek zaparkował samochód, a pan egzaminator, jak gdyby nigdy nic, wziął kopertę i po:
- Gratuluje, zdał pan.
wyszedł z samochodu...
budzę się rano i nie mam ochoty na nic.... chcę tylko spać... chcę tylko przyłożyć głowe do podusi i wsłuchać się w równomierny oddech mojego Misia... kocham Go nad życie i tylko nocą jest tak blisko... kiedyś ktoś powiedział, że jak się kogoś kocha to można godzianmi patrzeć jak śpi... jest w tym dużo prawdy... sen, jego ulotność, kruchość, metafizyczność... to coś, co koi mą duszę, szczególnie po ciężkim dniu... kocham patrzeć, jak On śpi. ja śnię zawsze o Nim i tylko On jest w stanie ukoić mnie do snu... dziękuję Mu za to zawsze po przebudzeniu mówiąc "KOCHAM". teraz siedzę daleko od Niego i serce mi pęka, że moment, w którym On odleci goniąc za lepszym dla nas życiem, nie będę miała na kogo patrzeć nocą, żaden równomierny oddech nie będzie kołysał mnie do snu... to rozdziera moje serce:(
boję się siebie, tego co może mi strzelić do głowy, kiedy On będzie gdzieś daleko.... boję się, że przyzwyczajona do oddechu bliskiej osoby w nocy będę szukać tego, co On zabierze ze sobę za Ocean, będę szukać bliskości, ramienia, na którym będe mogła się wesprzeć w trudnych chwilach, będę szukać pocieszenia i kogoś, kto otrze łzy po rozstaniu... to wszystko dla mnie jest zbyt trudne, zbyt skomplikowane.... dlaczego mnie, 20 letniej osobie u progu życia funduje ono takie rozterki i troski, dlaczego nie oszczędi Nas, przecież tak krótko możemy się sobą cieszyć, a teraz zabierze Go na długie miesiące, tygodnie, dni, godziny, minuty, sekundy...;( to tak bardzo boli...
piszę o tym ,bo to teraz najbardziej zaprząta moje mysli, najmocniej wstrząsa moimi emocjami i boli...
dziś rozmawiałam z Koleżanką z Krakowa, może się wybierzem na jakieś ferie:) chciałabym pobyć kilka dni z moim Misiem tylo On i ja i góry.... szkoda, że wzięłam tylko 3 dni wolnego, ale cóż....
oby wyjazd wypalił...
boli mnie serduszko, jak okłamuję Mojego Mężczyznę mówiąc Mu, że jest OK, że podjęłąm decyzję, że jej nie żałuję, że będzie dobrze.... ale nie jest k****a dobrze, niestety!!!!:(
skomentuj (1)
w pracy u mnie jest nieciekawie....
wszyscy czegoś chcą... jak nie fakturę, to zlecenie, jak nie koszyk to jeszcze coś innego:( czasem mam ocote powiedzić im, żeby się odpiernikolili w cholewę.... i już....
wczoraj chodziłam po pustym mieszkanku(dla niewtajemniczonych mieszkam z Ukochanym i Jego Siostrą) i wyobrażałam sobie, co będzie za kilka miesięcy.... ogarnął mnie nieopisany smutek, bo było strasznie pusto i tak jakoś zimno... zasnęłam na chwilę w pustym łóżku, ale po kilku minutach się obudziłam zlana potem jakbym to ja a nie Oni była w kinie na jakimś tak horrorze... szukałam Go w pustym łóżku, ogarnęła mnie dziwna panika i postanowiłam poczekać na Jego powrót... miałam wtedy sen, że Mój Ukochany W już nigdy nie położy się obok mnie i nie pocałuje na dobranoc
to było przygnębiające uczucie i nigdy nie chciałabym żeby ten sen się ziścił... a jeszcze niedawno, bo 2 lata temu wyśmiałabym osobę, która by mi powiedziała, że się zakocham, ustatkuję, że stanę się żoną, kochanką i kobietą jednego tylko Faceta. a dziś przepełnia mnie niezmierzona miłość, zaufanie, oddanie, poświęcenie i milion innych pozytywnych uczuć do Niego... czasem sama boję się ogromu miłości i tego, że można AŻ TAK BARDZO KOCHAĆ... widocznie można bo ja tak właśnie mam... i wcale nie chce przestać!!!!!!!!!!!!!!!!!! KOCHAM CIĘ MISIAKU NAD ŻYCIE!!!!!!!!!!!!!!!
wiem już, co jest najgorsze... z kiedy odwioze Go na lotniskonie bedzie nikogo, kto by mnie przytulil.... tego sie najbardziej boje i na sama mysl o tym, lzy mi ciurkiem kapia.... kurwa, dlaczego to takie trudne??