no i masz Babo placek.
teraz mam nie lada dylemat!
czy przypadkiem nie zostać w obecnej pracy...
musze napisać zaraz "ZA" o "PRZECIW"... policzę, zobaczę, może taka zimna kalkulacja, bez uczuć pomoże mi dokonać wyboru. Właściwego...
niedawno w Elle, czy innym Stylu był własnie artykuł o dużej ilości możliwości, długim zastanawianiu się i niestety, negatywnym wpływie w/w na odczucia po dokonaniu tegoż wyboru.
bo niby jak się ma dwie możliwości i pięć sekund do namysłu, to później nie ma "kaca". nie roztrząsa się, czy odrzucona opcja nie była by lepsza. nie dywaguje się, jak by było, gdyby... ech...
a ja jak zawsze musze pod prąd.
w obecniej pracy, jak juz pisałam kilka razy, wiele jest na NIE.
-że nie zalacili, jak sie umawiali wymawiając brakiem kasy, a potem kupowali sobie buciory za bajońskie (dla mnie!!) pieniądze
- że nie są słowni, co od czasu pracy- potrafię mieć info pięc po
piątej, stająca w dokach startowych, że oni jednak na siódmą będą
- na dzień dobry słyszę: nie mam nic do jedzenia, lodówka pusta,
wykombinuj cos na obiad dla dziewczyn (a mam zakaz wychodzenia z H. bo
ma "permanentny katar" )
- że nalegała na zajęcia, dla mnei dośc drogie;/, na które później nie
mogłam chodzić z moim zdrowym dzieckiem, bo H. ma "permanentny katar"
- że w mieszkaniu maja muzeum, nie można używać farb, mazaków,
plasteliny, nie można jeść, nie można nic, bo mają mieszkanie w surowym
co prawda wystroju, kolory ziemi i takie tam, ale wyczyszczone na
wysoki połysk...
- że nie mogę gotować nic po swojemu, bo mimo włączonego na maksa okapu i otwartego okna im "śmierdzi"! <szok>
- że w sumie to całe nasze jedzenie jest złe, bo nie kupowane w
sklepach eko, bio i takich tam. ale mnie po prostu na to nie stać.
kupuję sprawdzone mięso, owoce, warzywa, pieczywo itd.
to tak z grubsza...
w nowej pracy za to będzie dwójka, w różnym wieku, starsza nie śpi w dzień, młodszy nie mówi, nie je sam... nie chcą dowozic ich do nas... mieszkają na 2-gim piętrze bez windy... do najbliższego parku są ze dwa kilometry i ze dwanaście skrzyżowań. Dziewczyneczce nie chce się chodzić samej - przyzwyczajona do wózka... no i Kajko kocha H. co ranek pyta, czy idziemy do H., czy H. też idzie spać, mówi, że da misia H., że H. lubi makaronik, że H. ma takie, jak Ona klocki, że H. to, że H. tamto i śmamto...
i szczerze napiszę, że się waham...
waham się jak pierun!
i nie wiem, czy lepsze,nie będzie jak zawsze i tu wrogiem dobrego!
poooomooocy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Tagi: dzieci, niania, dylematy
skomentuj (0)