budzę się rano i nie mam ochoty na nic.... chcę tylko spać... chcę tylko przyłożyć głowe do podusi i wsłuchać się w równomierny oddech mojego Misia... kocham Go nad życie i tylko nocą jest tak blisko... kiedyś ktoś powiedział, że jak się kogoś kocha to można godzianmi patrzeć jak śpi... jest w tym dużo prawdy... sen, jego ulotność, kruchość, metafizyczność... to coś, co koi mą duszę, szczególnie po ciężkim dniu... kocham patrzeć, jak On śpi. ja śnię zawsze o Nim i tylko On jest w stanie ukoić mnie do snu... dziękuję Mu za to zawsze po przebudzeniu mówiąc "KOCHAM". teraz siedzę daleko od Niego i serce mi pęka, że moment, w którym On odleci goniąc za lepszym dla nas życiem, nie będę miała na kogo patrzeć nocą, żaden równomierny oddech nie będzie kołysał mnie do snu... to rozdziera moje serce:(