jak nieprzymierzając chomiki na wirtualnym kołowrotku.
nie raz nie umiem ich złapać, są takie szybkie i ulotne.
często, wracając do domu po pracy, stojąc pod ciepłym prysznicem, w kolejce na poczcie albo obierając ziemniaki zna zupę, układam w głowie treść notki.
wychodzi mi to całkiem nieźle. jestem przeważnie zadowoloa ze swoich myśli i okrągłych zdań.
tworzę obrazy, pełne barw, przesycone światłem i cieniem, wręcz namacalnie piękne i czyste.
takie trochę renesansowe.
ale kiedy siadam przed szumiącą cicho maszyną, widzę klawisze, loguję się i otwieram okno"nowa notka", zapominam.
słowa rozproszone są jakby ktoś wrzucił w nie kamień, rozbryyzgują się i spływają takie śliskie, nieuporządkowane, płytkie i mdłe.
a mają przecież opisać mocne, czyste i przejmujące na wsroś uczucia.
i jak takimi słowami takie uczucia, pytam?
się nie da.
dlatego piszę, jak umiem, jak nadaną chwilę gra mi w duszy. i mam głęboko gdzieś, że infantlnie, że częstokroć płytko i niepoprawnie stylistycznie.
bo piszę dla siebie a Ty, jeśli nie chcesz, nie czytaj.
nie zmuszam.
mało - nie zapraszam, nie napraszam się, nie zabiegam o uwagę.
jeśli chesz ze mną dzielić moje myśli, dziękuję.
doceniam.
możesz nawet napisać, co Ty czujesz w tej sytuacji.
zapaszam.
i pozdrawiam Cię!